Nowa książka o Świętym
Lato 2006 roku państwo Lipowieccy zapamiętają na zawsze. Wtedy to ich syn uległ strasznemu wypadkowi. Lekarze nie dawali większych szans, że chłopiec z tego wyjdzie... Pomógł arcybiskup Józef Bilczewski.
W swoim świadectwie mama chłopca tak to opisywała: "Dnia 15 lipca 2006 roku około godziny 21 w Brzeszczach na ulicy Kościuszki nasz 9-letni syn Damian Lipowiecki został potrącony przez autobus komunikacji miejskiej w Oświęcimiu. Całe zdarzenie miało miejsce niedaleko domu, gdzie mieszkamy. Siła uderzenia pojazdu była tak duża, że Damian został odrzucony kilka metrów od autobusu. Upadając na jezdnię, uderzył głową o krawężnik. Po dłuższej chwili przyjechało pogotowie z Oświęcimia i zabrało go do szpitala. Za karetką podążał tata Damiana. Po wstępnym zdiagnozowaniu, zaopatrzeniu ran, zszyciu główki i łokcia, zaintubowaniu i wprowadzeniu w stan śpiączki zapadła decyzja o przewiezieniu syna do Katowic Ligoty, do Górnośląskiego Centrum Dziecka i Matki, określając jego stan jako bardzo ciężki.
W Ligocie po wykonaniu badań specjalistycznych stwierdzono u syna: uraz wielomiejscowy, uraz czaszkowo-mózgowy, obrzęk mózgu, wieloodłamowe złamanie części skalistej kości skroniowej uszkadzające błonę bębenkową ucha lewego i nerw twarzowy po stronie lewej, obwodowe porażenie nerwu twarzowego, stłuczenie płuc, odmę śródpiersiową. Potwierdziła się diagnoza lekarzy z Oświęcimia, że jego stan jest bardzo ciężki i że możemy się spodziewać najgorszego, ale najważniejsze będą następne 72 godziny i jeżeli przeżyje, to może być >>roślinką<<.
Około godziny 2.30 mąż wrócił do domu, informując nas o stanie zdrowia synka i o tym, że został umieszczony na oddziale intensywnej opieki medycznej i podłączony do aparatury podtrzymującej podstawowe czynności życiowe.
W tym nieszczęściu wszyscy znajomi i rodzina zjednoczyli się. Rozpoczęła się wielka modlitwa o zdrowie Damianka. Odmawialiśmy różaniec i modliliśmy się za przyczyną świętego Józefa Bilczewskiego o cudowne uzdrowienie. W kościele były odprawiane Msze święte. Nawet w Warszawie mieszkająca tam siostra babci Damianka mobilizowała swoich znajomych do wspólnej modlitwy o zdrowie naszego synka.
Minęły 72 godziny od wypadku i pomimo oczekiwań na dobre wieści o stanie zdrowia syna, dowiedzieliśmy się, że jego stan, który i tak był bardzo ciężki, pogorszył się. Kontynuowane było leczenie farmakologiczne i podano nowe leki, po których syn zaczął wracać do zdrowia. Po czwartej dobie Damian powoli był wyprowadzany ze stanu śpiączki i ku naszej ogromnej radości wszystkich nas rozpoznawał, mówił i myślał logicznie. W szóstej dobie został przeniesiony na oddział neurologiczny, gdzie widzieliśmy, jak nasze dziecko wracało do zdrowia.
Damian miał wielką chęć życia. Pierwszą noc na oddziale z Damiankiem została babcia, ale przeżycia po wypadku były bardzo świeże i ciężkie jak na tak małego człowieka. Syn nie spał w nocy, bo próba zamknięcia oczu kończyła się powracającymi obrazami, które zapamiętał z wypadku. Po rozmowach z lekarzami dowiedzieliśmy się, że tego typu przeżycia są normalne przy urazach głowy i na pewno miną. Kolejne noce syn spędzał ze mną i wracał do zdrowia, obrazy znikały, a on z dnia na dzień czuł się coraz lepiej.
Cały czas trwała wielka modlitwa różańcowa i modlitwy błagalne zanoszone do Boga za przyczyną świętego Józefa Bilczewskiego. Po kolejnych rozmowach z lekarzami dowiedzieliśmy się, że Damianek będzie na nowo uczył się siadać i chodzić. Nie było to jednak konieczne, bo bardzo szybko się pozbierał i na własnych nogach opuścił klinikę po niespełna miesiącu od całego nieszczęścia. Po tygodniowym pobycie w domu wraz z babcią pojechali do sanatorium do Rusinowic na rehabilitację. Wrócili po miesiącu.
Dziś patrząc na nasze dziecko, nikt nie uwierzy, że przeżyło tak ciężki wypadek i że lekarze dawali mu minimalne szanse na przeżycie. Chodzi normalnie do szkoły ze swoimi rówieśnikami i wiemy, że jest to zasługa Najświętszej Mateczki i świętego Józefa Bilczewskiego. Dziękujemy z całych sił za życie i zdrowie naszego Damianka.
Damianek jest pod stałą kontrolą poradni neurologicznej, laryngologicznej i rehabilitacyjnej. Pani neurolog nie dowierza, oglądając prześwietlenia głowy synka, że jest zdrowy i "normalny". Laryngolog wykonał badanie i stwierdził zrośnięcie błony bębenkowej i niedosłuch lewego ucha (stwierdzono ok. 80% ubytku słuchu), ale syn mówi, że słyszy coraz lepiej. Do poradni rehabilitacyjnej chodzi na zabiegi przyspieszające regenerację uszkodzonego nerwu twarzowego".
źródło: http://www.cudaboze.pl/rozdzial.php?numer=4&rozdzial=6
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------





