"Bóg dał mi bardzo wiele, bo łaskę świętej wiary katolickiej i dobrą matkę, która jej zasiew rozwijała w duszy mojej" - tak wspominał Józef Bilczewski atmosferę swego ubogiego rodzinnego domu w Wilamowicach koło Bielska-Białej, gdzie przyszedł na świat 26 kwietnia 1860 roku.


    Uczęszczał do gimnazjum w Wadowicach, tego samego, w którym pół wieku później uczył się Karol Wojtyła (warto nadmienić, że Jan Paweł II jeszcze jako młody kapłan fascynował się jego osobą). Po ukończeniu wydziału teologicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego został wyświęcony na kapłana w 1884 roku. Był niezwykle zdolny - studiował w Wiedniu, Rzymie i Paryżu. Zasłynął wkrótce jako wybitny uczony i wykładowca - dogmatyk i archeolog, żarliwy "miłośnik Prawdy objawionej". W 1891 roku został profesorem a dziewięć lat później rektorem Uniwersytetu im. Jana Kazimierza we Lwowie.

    W 1901 roku objął stolicę arcybiskupią we Lwowie. Zadania, jakie stanęły przed nowym biskupem były trudne, archidiecezja lwowska podzielona narodowościowo, wyznaniowo, społecznie. Arcybiskup niósł wszystkim "Boży pokój", będąc przy tym gorącym polskim patriotą. Apelował o "świętych pasterzy, którzy by bezinteresownością i uczynkami miłosierdzia zwalczali materializm i cześć złotego cielca i byli żywym wzorem Mistrza, który przeszedł przez życie nie tylko dobrze mówiąc, ale i czyniąc dobrze". Efekty jego duszpasterskiej pracy były imponujące - m.in. rozbudował seminarium i podwoił liczbą kleryków, sprowadził kilkanaście nowych zakonów, ustanowił 21 nowych parafii i 96 filii, zbudował 328 kościołów i kaplic, a wśród nich imponującą lwowską świątynię pod wezwaniem św. Elżbiety.

    Mówiono, że "na modlitwę nigdy nie żałował czasu". To samo zalecał wszystkim wiernym: "religia katolicka bowiem jest nie tylko teorią, ale także, a nawet przede wszystkim praktyką. Bez praktyki wiara ulotnić się musi prędzej czy później. Główne praktyki religijne to modlitwa, przystępowanie do Sakramentów świętych, Msza święta". W całej archidiecezji rozwijał kult Najświętszego Serca Jezusowego, zachęcał do częstej adoracji Najświętszego Sakramentu, dawał wzór żarliwego nabożeństwa do Matki Bożej. W centrum jego życia była Eucharystia.

    Wiernym pozostawił wiele wskazań, zawartych w listach pasterskich. W liście o śmierci pisał: "Aby umrzeć święcie, trzeba iść naprzeciw śmierci nie bezmyślnie, jak te woły na rzeź pędzone, ale koniecznie zawczasu nauczyć się sztuki dobrego umierania. Dyspozycji bowiem, to jest usposobienia tak górnego, w jakim umierał Jezus na krzyżu, w jakim umierali święci, nie improwizuje się w ostatniej chwili. Śmierć jest zazwyczaj tylko echem życia. Trzeba więc dobrą śmierć zawczasu przygotować. Trzeba żyć tak, aby zawsze móc za św. Pawłem powtarzać: co dzień umieram sobie i światu".

    Wielką rolę przywiązywał do wychowania oraz edukacji dzieci i młodzieży, założył 140 ochronek. Ich wychowanie było mu szczególnie bliskie. "Zupełna nieznajomość podstawowych prawd katechizmowych odwodzi od Boga i wiary (...). Za upadkiem wiedzy idzie coraz większy upadek obyczajów: rozpusta, pijaństwo, kradzieże, życie nad stan, a nawet zbrodnicza praktyka ograniczania ilości głów dziecięcych w rodzinach. U człowieka, który wcale nie poznał swej wiary, nie może w ogóle znaleźć się wola prawa, ani życie uczciwe" - pisał.

    Wielkim szacunkiem otaczał świat pracy: robotników i włościan. Wspierał różne stowarzyszenia, kasy pożyczkowe. Zachęcał do organizowania kółek rolniczych, spółek mleczarskich, sklepików. Zakładał nowe pisma i stowarzyszenia. Wspierał biednych nie tylko duchowo, ale także materialnie. Z ogromnym smutkiem przyjął wybuch I wojny światowej. Nie opuścił swego ukochanego Lwowa. Cieszył się z odzyskania niepodległości. Trwał z wiernymi na modlitwie podczas bolszewickiego najazdu w 1920 roku. "W Bogu ufność, że żołnierz nasz odegna od miasta napastników nowych. Polska uratuje na nowo chrześcijaństwo, zapewni Europie pokój" - pisał. Już w wolnej Polsce piętnował wszystkie nieprawości rządzących.

    "Miałem sposobność z bliska patrzeć na to życie, całe poświęcone drugim z zupełnym zapomnieniem o sobie, życie to było, można powiedzieć męczeńskie" - wspominał jego sekretarz i kapelan ks. prof. Stanisław Szurek. "Ponieważ w każdą sprawę duszę całą wkładał, o wszystkim chciał wiedzieć w najdrobniejszych szczegółach i bardzo głęboko odczuwał to wszystko, więc bardzo często nie sypiał w nocy. Po takim >>spoczynku<< rano już koło 5 i pół przechodził do kaplicy. Często, kiedym na niego patrzył, bałem się, czy potrafi odprawić Mszę św. Rozmyślanie i modlitwa kapelana w czasie Mszy wlewały weń jakby nowe siły. Z największym skupieniem i pobożnością odprawiał potem Najświętszą Ofiarę".

    Abp Józef Bilczewski zmarł na białaczkę 20 marca 1923 r. W 2001 roku Jan Paweł II dokonał jego beatyfikacji, a cztery lata później Benedykt XVI ogłosił go świętym.

źródło: http://www.cudaboze.pl/rozdzial.php?numer=4&rozdzial=1

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------